いらっしゃいませ!Look, how many amazing Japanese things we have here! =(^_^)=

August 31, 2011

Winogronowe gumy Marukawa


マルカワ グレープ マーブルフーセンガム napisane na opakowaniu czyta się: Marukawa gureepu maaburifuusengamu. Marukawa (マルカワ) to nazwa japońskiej firmy produkującej słodyczne, gureepu (グレープ) to nic innego jak zjapońszczone angielskie "grape" czyli winogrono, a   maaburifuusengamu? No właśnie, tu zaczął się mój problem z rozszyfrowywaniem opakowania. Po kilku minutach poszukiwania w sieci doszukałam się, że maaburi (マーブル) to marmur, a fuusen gamu (フーセンガム)  to po prostu guma balonowa.


Po otwarciu opakowania zaskakuje mnie miły zapach... winogron! I to nie tych sklepowych, nie soku winogronowego, ale prawdziwych winogron jak z domowej uprawy, takich jak w tle powyższych zdjęć. U nas nigdzie nie mogłam kupić TAKICH winogron, a co dopiero rzeczy o takim smaku... 


Kuleczki są twarde z wierzchu, miękkie w środku i bardzo smaczne. Naprawdę smakują jak te winogrona! Wystarczy jednak ugryźć kilka razy, by smak w cudowny sposób zniknął, a i balonów się z tej gumy zrobić mi nie udało mimo że to przecież guma "balonowa".

August 26, 2011

Medetai Anko Sand


Dziś z wielkiego pudła z japońskimi słodyczami wyjęłam paczkę przedstawioną na powyższych zdjęciach. Chrupiące ciasteczka-rybki o smaku... fasolki azuki w formie anko. Fasolka ta w postaci słodkiej pasty dodawana jest do wielu japońskich słodyczy jako zdrowsza alternatywa dla czekolady.

Sama zakupiłam niedawno torbę tejże fasolki. Przyrządzenie pasty nie jest ponoć trudne, ale pojawił się problem... jak ta pasta w zasadzie powinna smakować? Nie miałam pojęcia. Dlatego zdecydowałam się na spałaszowanie paczki właśnie tychże ciastek.


Pierwsze wrażenie? Pozytywne. W paczce znajduje się osiem osobno pakowanych ciasteczek w praktycznym, plastikowym pudełku. Opakowanie jest estetyczne, wszystko do siebie pasuje i ładnie współgra - bez wątpienia wywołało to uśmiech na mojej twarzy. Z opakowania nie wydobywa się żaden szczególny zapach, jest po prostu estetycznie.


Ciasteczko miało wyglądać jak rybka, kształt jest jednak nie taki oczywisty do zidentyfikowania. Patrząc po zdjęciu na opakowaniu spodziewałam się też innej konsystencji nadzienia. Ciastko ładnie pachnie, jednak nie jest to dobry przykład japońskiej perfekcji, jeżeli o formę chodzi.


W smaku ciastka są... dobre. Bardzo dobre. Może nie wyśmienite, ale bardzo dobre. Trudno mi było je ocenić biorąc pod uwagę, że słodka fasolka jako nadzienie smakuje dla mnie dosyć... egzotycznie.

August 12, 2011

Kasugai sutoroberi~ gumi, czyli truskawkowe żelki.


Sutoroberi~ gumi (ストロベリーグミ) to nic innego jak strawberry gummy, czyli po prostu truskawkowe żelki. Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to prześliczne opakowanie. Truskawki, truskawki i jeszcze raz truskawki - bardzo ładnie to musi wyglądać na sklepowej półce, gdy obok siebie stoją różne smaki w opakowaniach według tego wzoru. Od razu wiadomo, czego możemy się spodziewać.

Kolejnym plusem jest anglojęzyczna wiadomość od producenta: "Żelki truskawkowe Kasugai, wyprodukowane ze świeżego soku truskawkowego, są bardzo smaczne. Proszę, ciesz się czasem z tymi truskawkowymi żelkami." Dlaczego plusem? "Proszę, ciesz się czasem" ("Please, have a fun time") brzmi dla mnie jak proste, polskie "smacznego" w bardziej oficjalnej formie. A komu nie robi się miło, gdy sam producent życzy mu smacznego?


Otwieram paczkę, czar nie pryska. W powietrzu unosi się truskawkowa woń, z opakowania wysypują się osobno pakowane żelki w różowych "ubrankach" z przeuroczą truskawką. Uwielbiam osobno pakowane słodycze - nie tracą smaku, zapachu i nie kleją się ze sobą. Kolejny plus - żelek jest dużo - całe 140g, czyli 27-28 żelek po 5g. Taka ilość spokojnie wystarczy na całkiem spory "słodyczowy głód".


O samych żelkach mogę powiedzieć tyle - nie zawiedzie się ten, który zaufał zapewnieniom producenta, że są pyszne i soczyste. Są  i pyszne i soczyste, choć bardziej przypominają galaretkę, niż żelkę w europejskim tego słowa znaczeniu. Nie żeby była to wada, ale przez to bardzo szybko znikają i można zjeść ich naprawdę dużo, ciągle nie mając dosyć. ^^

Żelki nie są za słodkie, nie są jednak kwaśne. Są słodzone sorbitolem, co dla mnie także jest niewątpliwą zaletą. W porównaniu do naszych truskawkowych słodyczy nie zawierają one także nadmiaru zbędnej chemii, co się niewątpliwie chwali. Ku ich czci zrobiłam nawet skromnego gifa :)


Czas na ocenę. W ostatnio wprowadzonej przeze mnie skali 10-gwiazdkowej,   Sutoroberi~ gumi firmy Kasugai otrzymują dobrze zasłużone 7. 

August 10, 2011

Kasugai wasabi guriin mame - groszek wasabi


Dzisiaj co nieco o wasabi guriin mame (わさびグリン豆), czyli zielonej fasolce/groszku wasabi. Można ją zakupić w sklepie internetowym. Zaciekawiła mnie jedna nieścisłość między groszkiem, a fasolką. Sklep Kokoro nazwał produkt "Groszek Wasabi", ponadto angielskie pea oznacza przecież groch, natomiast słowniki  tłumaczą mi znak kanji 豆  na opakowaniu jako mame, czyli fasolkę. Wyszukując 豆 w wikipedii także trafimy na stronę fasoli. Mimo usilnych poszukiwań nie udało mi się rozwikłać tego detalu, jeżeli ktoś to rozszyfruje, to prosiłabym o oświecenie. ;)


Produktem jestem pozytywnie zaskoczona. Po pierwsze, rzadko się zdarza, by coś wyglądało dokładnie tak, jak na opakowaniu - w tym wypadku tak jest. Po drugie, wasabi nie dominuje smaku prażonego groszku (czy też fasolki), rzekłabym nawet, że jak na japońskie standardy to przekąska jest mało ostra. Poza tym jest bardzo chrupiąca, przez co robi godną konkurencję dla orzeszków, czy chrupek w trakcie oglądania filmu. ;)

Podobny produkt dostępny na polskim rynku to orzeszki w otoczce wasabi (Lorenz). Jeżeli miałabym jakoś porównać smak obu przekąsek, to ta z Lorenza jest dużo ostrzejsza. Jednak tutaj nie mamy orzeszków do złagodzenia smaku, więc rachunek wychodzi nam podobnie.

--

Jak pewnie zauważyliście można polubić mojego bloga na facebooku. Jeżeli podobają Ci się efekty mojej pracy, to zachęcam do klikania w "lubię to" - z każdym kliknięciem robi mi się naprawdę bardzo miło i mam jeszcze większą motywację do dalszej pracy. :) Dziękuję! ;3

August 09, 2011

Nigi nigi Osushiya-san - sushi... z żelek


Hiraganowe "Nigi nigi O-sushiya-san" to pierwsze, co rzuca nam się w oczy po zobaczeniu opakowania. Sympatyczna postać krzyczy do nas: "Hei! Omachi!". Zaciekawiła mnie w tym okrzyku jedna rzecz - mały znaczek "tsu" na końcu zdania. W środku podwaja on spółgłoskę, co jednak, gdy znajduje się na końcu? Z pomocą przyszło mi forum Konnichiwa. Małe tsu na końcu używane jest we wszelkiej maści okrzykach i to zabieg mający na celu "ucięcie" głoski, podkreślenie okrzyku - poza tym nie ma znaczenia.


No ale wracając do samych słodkości - dzisiaj o żelkowym sushi. Na opakowaniu mamy pokazane kształty, jakich możemy się spodziewać wewnątrz opakowania:
Maguro (マグロ) - tuńczyk
Ikura (イクラ) - ikra łososia
Akagai (アカガイ) - rodzaj rzadko występującej czerwonej małży
Ebi (エビ) - krewetka
Ika (イカ) - kałamarnica
Tako (タコ) - ośmiornica
Tamago (タマゴ) - jajko.
    Żelki są w trzech smakach:
Piichi (ピーチ) - brzoskwiniowy
Orenżi (オレンジ) - pomarańczowy
Sakuranbo (さくらんぼ) - wiśniowy.



Opakowanie otwierałam z dziecięcą ciekawością. Zaraz po otwarciu pozytywnie zaskoczył mnie intensywny, owocowy smak żelek. Po wyjęciu żelek z paczki zabrałam się za składanie sushi wg instrukcji na opakowaniu (z przodu na dole lub z tyłu na niebieskim pasku). ^^



Chciałam zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz. Żelkowe sushi są naprawdę malutkie, co widać na poniższym zdjęciu. Zrobiłam makro, na którym widać mój paznokieć, opuszek palca wskazującego i dwie połączone już żelki.


Ciekawy pomysł na żelki, prawda? Myślę, że taki produkt to prawdziwa gratka nie tylko dla dzieci, ale też dla wszystkich osób lubiących zjeść żelki w inny sposób, niż w postaci klasycznych "miśków" lub "wężyków". Szkoda, że nie miałam takich słodyczy, gdy byłam mała - na pewno zabawa w "dom" lub "kuchnię" byłaby z nimi o niebo ciekawsza, a i mogłabym nakarmić członków rodziny skromną przekąską. ^^ Patrząc na niektóre japońskie produkty dochodzę do wniosku, że naszym producentom czasami brakuje odrobiny dziecięcej wyobraźni. ;)

August 07, 2011

Japońskie słodycze w "Nichijou"

Pamiętacie notki o karmelkach o smaku matcha firmy Morinaga i przekąsce Bebiisutaa, czyli Baby Stars? Ostatnio spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, gdy Cinek pokazał mi fragmenty anime "Nichijou" z honorowym udziałem słodyczy, których opakowania jeszcze nie tak dawno rozszyfrowywałam na blogu. Postanowiłam więc podzielić się z wami screenami i małym bonusem. ;) Karmelki firmy Morinaga na screenach są wprawdzie o smaku mlecznym, ale to ta sama seria w ślicznych kartonikach ^^





A czym jest obiecany bonus? Każdy z Was pewnie kojarzy znane (i lubiane ^^) u nas Snickersy. W Nichijou także nie mogło ich zabraknąć. :) Samo anime też ponoć godne polecenia, ale sama się na ten temat nie wypowiem, bo oglądałam raptem jeden epizod (chociaż i tak zdążyłam się pośmiać).


Jakie są wasze ulubione słodycze (niekoniecznie japońskie)? :)
  
Podziękowania dla Cinka za wyszukanie ciekawostki i przesłanie mi screenów. ^^

August 05, 2011

Matcha latte - smak mojego małego raju


Jeżeli kiedyś trafię do nieba, raju czy czegokolwiek na ten kształt, to na pewno będą tam podawać matchę we wszelkich postaciach. Nie wiem czy zwróciliście uwagę w poście o sushi w diecie dr Pierre Dukana, czym popijaliśmy smakołyki - tajemniczy napój w kolorze pistacjowym podawany w krzaczastych czarkach... co to może być? 


"Green tea - Letnie orzeźwienie" to nazwa czegoś, co udało mi się zakupić podczas pobytu w Krakowie. Poszukałam jednak u źródła - wyłącznego importera - i pyszności o których napiszę za chwilę można zakupić na ich stronie.

Opakowanie tego cuda zawiera 150g matchy wraz z cukrem gronowym. Matcha jest japońską ceremonialną zieloną herbatą, jest zatem dosyć droga, najtańsza jaką znalazłam była w cenie 54zł za 100g. Cena 22zł za 150g mieszanki, która samej matchy zawiera całkiem sporo, nie jest więc wygórowana.


Mieszankę można spokojnie zalewać i wodą i mlekiem w każdej temperaturze. W połączeniu z wodą zyskuje ona intensywny smak samej matchy, natomiast z mlekiem staje się aksamitna i nieco delikatniejsza. Osobiście wolę wersję matcha latte, jaką wypiłam zresztą w krakowskiej herbaciarni - ciekawa jestem, jak będzie smakowała w zimie, kiedy ciepłe mleko będzie jeszcze dodatkowo spienione. *-*

Uwielbiam intensywnie zielony kolor tej herbaty. Z mlekiem staje się on bardziej pistacjowy, porównywalny do koloru mleka kokosowo-pistacjowego firmy Muller (tak nawiasem - pychota!).

P.S. Krzaczaste czarko-kubki z motywem kwiatowym także zakupiłam w krakowskiej "Czarce". ;)